Kiedy zgubiłaś swoją wewnętrzną dziewczynkę — o utracie siebie i drodze powrotu do kobiecości

Kiedy zgubiłaś swoją wewnętrzną dziewczynkę

Myślę, że żadna kobieta nie budzi się pewnego dnia i nie mówi: „Od dziś przestanę być sobą.” To dzieje się dużo wcześniej. Niestety często dzieje się to po cichu, powoli i niemal niezauważalnie.

Zaczyna się od małej dziewczynki, która przychodzi na świat pełna światła, pełna ciekawości i marzeń, a także zaufania do życia i ludzi. Ta dziewczynka nie zastanawia się, czy jest wystarczająco piękna. Nie zastanawia się, czy zasługuje na miłość. Nie analizuje, czy zajmuje za dużo miejsca.

Po prostu jest. Śmieje się głośno, tańczy i płacze, kiedy jej smutno. Zadaje pytania, doświadcza, marzy i pozwala sobie CZUĆ. Tak po prostu JEST w TU I TERAZ.

A później wydarza się życie. I świat zaczyna mówić jej, jaka powinna być. Nie taka głośna. Nie taka wrażliwa. Nie taka emocjonalna. Nie taka odważna. Nie taka prawdziwa. I krok po kroku dziewczynka zaczyna chować kolejne części siebie. Nie dlatego, że chce. Tylko po prostu dlatego, że chce być kochana i zauważana.

Tak, to o mnie. A pewnie czytając ten tekst mogłaś też pomyśleć o sobie, mam rację?

Przez wiele lat nie rozumiałam, że dokładnie to wydarzyło się właśnie we mnie. Patrząc dzisiaj na swoją drogę, widzę, że moja wewnętrzna dziewczynka została zraniona bardzo wcześnie. Doświadczyła sytuacji, które naruszyły jej poczucie bezpieczeństwa. Sytuacji, których nie rozumiała. Sytuacji, których nie powinna była doświadczać. Tak przykrych sytuacji, gdzie nie mogła się chronić sama, bo przecież 4-letnie dziecko ufa dorosłym. Czasem za bardzo. Czasem powoduje to zbyt duże rany w głowie, ciele i duszy. Tak, tak było właśnie u mnie. Doświadczyłam najgorszego i najbardziej dotkliwego zranienia i przekroczenia granic w wieku 4 lat jakiego można doświadczyć. Niestety. Ale wiem, że nie ja jedna. Takich Kobiet dziś jak ja – jest znacznie więcej. Ale nikt o tym nie mówi. Bo to trudne, wstydliwe i często powodujące w nas duże poczucie winy…

Ja z perspektywy dorosłej kobiety widzę, jak bardzo runął wtedy mój świat. Moje poczucie bezpieczeństwa, moja pewność siebie, moje zaufanie…. Moja pewność, że przecież mama albo tata mnie ochronią.

Wtedy, jako dziecko, czułam jedynie ogromne poczucie wstydu i duże poczucie winy.

Tak! Już wtedy… w tak wczesnym wieku. I najprawdopodobniej od tej chwili załamał się we mnie mój wewnętrzny świat.

Przez lata nie pamiętałam o wielu tych przykrych sytuacjach, takich jak ta opisana wyżej. Ale nawet wtedy, gdy umysł nie pamięta, serce pamięta. Ciało pamięta i dusza też. I w którymś momencie to coś, co jest tak dużą raną na naszym ciele da nam o sobie znać… By to zauważyć, wyciągnąć na powierzchnię i uzdrowić. Mnie się udało. Już dziś mówię o tym inaczej ale jeszcze 3–4 lata temu na myśl o tym zaciskał się mój żołądek i od razu w oczach pojawiały się łzy. Dlatego wiem, że nie jest to wcale łatwe ani przyjemne. Ale da się. Naprawdę.

Wracając, później przyszło dojrzewanie. Miałam może jedenaście albo dwanaście lat, kiedy moje ciało zaczęło się zmieniać. Pojawiły się piersi i zaokrągliły się biodra. Po prostu powoli stawałam się kobietą. Dzisiaj wiem, że powinien to być piękny czas. Czas przejścia i wejścia w dorosłość. Naturalny rytuał wejścia w kobiecość. Ale ja nie czułam wtedy dumy. Czułam ogromny wstyd. Bo nagle zaczęłam być zauważana i niestety oceniana. Często mój wygląd był komentowany, a przez chłopaków w moim wieku i rodzinę nawet wyśmiewany. Bo zaczęłam wyglądać inaczej. Pamiętam, jak bardzo chciałam stać się niewidzialna. Jak bardzo chciałam schować to wszystko, co sprawiało, że stawałam się kobietą. Zaczęłam unikać obcisłych ubrań, zakrywać szerokimi ubraniami piersi, krągłe biodra… zaczęłam rzadziej wychodzić z domu i totalnie zapadać się w sobie.

Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że wraz z ukrywaniem swojej kobiecości zaczynam ukrywać samą siebie. Że już wtedy odłączam się od Siebie i swojej Kobiecości. Że znikam…

I właśnie w ten sposób wiele z nas gubi swoją wewnętrzną dziewczynkę. Nie w jednej wielkiej tragedii. Ale w setkach małych momentów. Kiedy słyszymy, że jesteśmy „za bardzo”. Kiedy ktoś przekracza nasze granice. Kiedy nasze uczucia zostają zlekceważone. Kiedy przestajemy ufać własnemu głosowi. I z czasem uczymy się zakładać maski. Maskę silnej dziewczyny albo grzecznej, może dzielnej? A często Maskę tej, która zawsze daje radę. A pod nimi wciąż siedzi mała dziewczynka. Dokładnie ta sama dziewczynka, która jest wrażliwa, piękna i spragniona miłości. I czeka. Ale nie na to, aż ktoś ją uratuje. Ona czeka na Ciebie. Na dzień, w którym wrócisz po nią. Na dzień, w którym przestaniesz od niej uciekać. Na dzień, w którym usiądziesz obok niej i powiesz:

Już nie musisz się chować.
Jestem tutaj.
Wróciłam po Ciebie.

— Klaudia Radziwołek

Myślę, że prawdziwe uzdrowienie kobiety nie zaczyna się wtedy, gdy staje się silniejsza. Zaczyna się wtedy, gdy odnajduje swoją wewnętrzną dziewczynkę i pozwala jej znowu żyć. Pozwala jej marzyć, czuć, ufać i po prostu być sobą.

Bo dziewczynka, którą kiedyś byłaś, nigdy nie zniknęła. Ona nadal mieszka w Tobie. I być może właśnie dlatego teraz czytasz tego bloga. Być może to ona przyprowadziła Cię tutaj. By przypomnieć Ci drogę do domu. Drogę do siebie.

Podziel się: Facebook X (Twitter)

Gotowa wrócić po swoją dziewczynkę?

Przejdź tę drogę razem ze mną

Jeśli czujesz, że gdzieś po drodze zgubiłaś siebie i chcesz odnaleźć powrót do swojej kobiecości — jestem tu. Mentoring indywidualny, kursy online i przestrzeń dla kobiet, które chcą żyć zgodnie ze sobą.

Napisz do mnie